Od jakiegoś czasu spodobało mi się tworzenie rysunków witrażo-podobnych, na moje nieszczęście okazało się, że nie jest to takie łatwe jak się wydaje. Szkic i właściwy kontur poszedł mi zadziwiająco szybko. Została mi już tylko najprostsza dla mnie część- kolorowanie.
Ha! Dawno się tak nie pomyliłam!
Kolorowanie witrażu to jakiś koszmar. Nigdy więcej. NIGDY.
Rysunek ten, miał być prezentem urodzinowym dla Luny . Niestety dostałam takiej blokady kolorystycznej, że przez miesiąc puste kontury zalegały mi na dysku.
Nie wiem czy śmiać się z tego , czy płakać, ale ostatnio tak wygląda moje szkicowanie. Nabazgrolę w miarę ładną zombie-głowę i już nie umiem dopasować do niej żadnej sylwetki.
Na szczęście ze szkicowaniem na komputerze nie mam problemów.
W tym momencie musiał mi pomóc Bluesman , okazuje się, że dużo lepiej zna zachowania sukienek niż ja.
Tyle czasu nad tym siedziałam, że chyba najbardziej wolę wersję pokoloruj-sobie-sam ;_;
To jedną zaległą rzecz mogę odhaczyć :tańczy:









Brak komentarzy:
Prześlij komentarz